rss
email
twitter
facebook

środa, 7 listopada 2007

Szczęśliwie i wielce, to nie o nas...



Biegną drogi dwie
Zbyt prędko
by się spotkać
Zbyt kręte
Zanadto zasmucone
by skojarzyć

~Inka~

sobota, 3 listopada 2007

Yerba Mate Resurrection

czwartek, 1 listopada 2007

Na razie nie ma mowy o kontynuowaniu życia

Nikt niczego na siłę przedłużać nie będzie. Przynajmniej na najbliższy czas trzeba zaimpregnować trochę chuci w torebki foliowe, jedna daleko od drugiej. Trzy dni napięcia i rozwiązanie, problemu na szczęście, co nie dawał zmrużyć myśli.

Ludzie mówią, że w tym wieku ciężko dostać wrzodów. Mam już całą wrzodową grzybnię, która rozrasta się i nie chce przestać. Wilgotno tam ma i ciepło jak nigdzie indziej. To jakoś nie chce mi przejść...

wtorek, 30 października 2007

wiem, to nieprawda, że żyliśmy / Celan

Odkręciłem grzejniki

Dwadzieścia trzy żeberka. Mają dać mi ciepła, kiedy zawiedziesz i nie dosięgniesz do moich dalekich stóp.

Oczekuję już od tygodnia na Rosamonte Especial i Palo Santo, które cisną się w paczce zawiniętej pod stopami kolorowych domków. Czekam z Peszkiem, czekam z pokiełbasianą chęcią zaciągnięcia się przedramieniem filtra.

poniedziałek, 29 października 2007

Dewaluacja waleriany

Przychodzi do głowy coś więcej. Xanax, Depakina, a może liść zchrupiały jesiennością, którego smutek pochłonąć może wszystkie przedzimowe lęki. Słupek rtęci spada, rtęć rozbryzguje się na podłodze i ucieka we wszystkie strony kuleczkami.

Złapałem dwie, dwie wetknąłem w oczy. Teraz zawsze rano, patrząc w lustro, wiem jak ona jest już blisko.

środa, 26 września 2007

Kajam się i zastraszam

Straszydłem zeszyć chciałaby mnie cud, ugniatanie ego. Wmiętosić i powlepiać we środek podarte żagle i policyjną pałę.

-Chcesz łyka?

-Smaczne...

-To myślenie.

-Dlaczego nie poczęstowałeś mnie wcześniej?

-...

wtorek, 11 września 2007

Dziwne są te dni

Co chwilę pod chrupiące już nieco liście wciskają się chłodne, niepotrzebne krople wody. Rzęsiste mżawki, szare, spływające ulewy. Pod warstwy naszej pewności lata, dumy z kolejnych paru kresek więcej.

W moim domu jest zimno. Wiem, że będzie coraz zimniej. Pocharatam się więc, już za kilka dni, przy uszczelnianiu rozłożystych szpar w oknach.

Szpary w moim uśmiechu chciałbym żeby zostały...

Technorati Profile

piątek, 24 sierpnia 2007

Pierwsza rocznica

nie ma tego...

czwartek, 16 sierpnia 2007

Your sweat is salty

Natchnienie przychodzi przy sztaludze. Dlatego w bezkresie tych słów robaczych, krążących jak biedne wijki wokoło wylotu wanny, próbuję kolejny raz wyrazić wygląd, dźwięk i wszystko, co niosą me myśli. Daremnie przepuszczam czas pomiędzy nogami. Niby idę, a jednak, gdybym zatrzymał się nie byłoby za mną śladów.

Pisać, trzeba mi zostawiać. Kreślić, trzeba mi by żyć.

Po bliskiej osobie dostałem kilkanaście zaschłych tubek z kolorami. Jeszcze tylko porwane prześcieradło, płaszczyzna, pamięć i...

czwartek, 2 sierpnia 2007

For back / back for?

Wszystko tak sobie jakoś zawsze wytłumaczę. Wróciłem więc i w tym przypadku do żywych. Wróciłem od tych, co więcej w duszy żyją, do tych co sie wiją po ulicach stolicy. Utwierdzam się z każdym dniem w przekonaniu o moim robaczym losie.

Częściej idę, niż spaceruję. Więcej czytam, nic nie piszę.

wtorek, 10 lipca 2007

Vitae?

To małe życie miało tak wielki sens. Widzę kilkumiesięczną Celinkę. Żyje.

Mojego Dziadka, Stanisława, ktoś kilka godzin temu zabrał do szpitala. Nieprzytomnego.

Dziadek Umiera.
I chcę wierzyć, że ma to dla Niego sens.

poniedziałek, 9 lipca 2007

Wizyta

Odwiedziłem z Robaczycą młodą rodzinę. Mają czterdzieści lat i cztery miesiące, więc niech trzymają się razem.

Czuliśmy spokój. Słyszeliśmy płacz nie podszyty doświadczeniem.
Zobaczyłem mleko, które ma niemowlę. Nie ma słów, które by uśpiły w nas te chwile.

Niech więc płacze rozniecona miłość. Beztrosko.

czwartek, 5 lipca 2007

Dzień przelicza się na godziny

A godziny na minuty...
Mam taką małą klawiaturę, że sprawia mi trud trafianie w szare klawisze. Robak to robak, myślę sobie i staram się kolejny dzień w fabryce sprostać wymaganiom szefa.
Jest trudno, ale się nie pocę. Stałocieplność nie pozwala mi uronić nawet jednej słonej kropli. Chociaż, kto wie, może pocę się do środka...To tłumaczyłoby (napiszę "by" razem, bo lepiej wygląda, a zasady pisowni nigdy nie poznałem) moje permanentne zmęczenie. Toksyczna woda pewnie zanieczyszcza mnie od czułek, po odwłok.

Wczoraj jednak okazało się, że o ile z potem mam pewne problemy, łzy ronię gęste i mokre.

środa, 4 lipca 2007

Wracam...


...i wrócić nie mogę. Nawet wczoraj wieczorem napoić mi się nie chciało, mimo usilnych namów na towarzyskie piwo. Straciłem na jakiś czas dostęp do internetu, a z radością i przede wszystkim, z Robaczycą, odnowiłbym chętnie wspomnienia z Festivalu.

Poległem więc dosyć szybko, na prawym boku. Na monitorze snuł się Pan Zemsta, pracował w fabryce, cierpiał, że nie może komuśtam oddać nerki. Dzisiaj dowiem się komu. Dzisiaj będzie jeszcze piękniej, a na razie zapalę robaczego silver kenta...