rss
email
twitter
facebook

środa, 4 lipca 2007

Wracam...


...i wrócić nie mogę. Nawet wczoraj wieczorem napoić mi się nie chciało, mimo usilnych namów na towarzyskie piwo. Straciłem na jakiś czas dostęp do internetu, a z radością i przede wszystkim, z Robaczycą, odnowiłbym chętnie wspomnienia z Festivalu.

Poległem więc dosyć szybko, na prawym boku. Na monitorze snuł się Pan Zemsta, pracował w fabryce, cierpiał, że nie może komuśtam oddać nerki. Dzisiaj dowiem się komu. Dzisiaj będzie jeszcze piękniej, a na razie zapalę robaczego silver kenta...

wtorek, 3 lipca 2007

Powrót...

Koncert Muse był przeżyciem, koncert Bjork - doświadczeniem. Do takiego wniosku doszliśmy z Robaczycą, zaraz po tym, jak wybrzmiały ostatnie uderzenia perkusji Marka Bella i tego drugiego, z tabletem jakby projektował go gość od dekoracji w Stargate.
Trzy dni ślizgaliśmy się w miałkim, lepkim błocie i mimo że dla robaków to euforyczna radocha, ja stresowałem się trochę, bo nie chciałem stracić buta.
Robaczyca nauczyła mnie kilku rzeczy, ale zobaczyłem też, że ma spiłowane zęby. Przeżyliśmy mroźne spanie w namiocie pod babcinym kocem tylko dzięki robaczej stałocieplności i zwinięciu się razem w miłosny kokonik.

Największe wrażenie, i trwonię robacze łzy:




czwartek, 28 czerwca 2007

Koniec sesji...

...i pierwszy raz w życiu robak nie będzie myślał całe wakacje o poprawkach. W sumie to zajebiście. I tak mi jakoś zeszło wszystko. I teraz nisko patrzę na wszystkich bo się dowartościowałem i uspokoiłem. A tak w ogóle to witajcie, przywitajcie się z Robakiem. Ze mną, co okruchów nie jada, mrówką taką połączoną z czymś owadziolatającym.

Teraz lecę do Gdyni, Bjork zobaczyć, i z ukochaną Robaczycą uronić łzę...ze szczęścia ;)