rss
email
twitter
facebook

czwartek, 16 sierpnia 2007

Your sweat is salty

Natchnienie przychodzi przy sztaludze. Dlatego w bezkresie tych słów robaczych, krążących jak biedne wijki wokoło wylotu wanny, próbuję kolejny raz wyrazić wygląd, dźwięk i wszystko, co niosą me myśli. Daremnie przepuszczam czas pomiędzy nogami. Niby idę, a jednak, gdybym zatrzymał się nie byłoby za mną śladów.

Pisać, trzeba mi zostawiać. Kreślić, trzeba mi by żyć.

Po bliskiej osobie dostałem kilkanaście zaschłych tubek z kolorami. Jeszcze tylko porwane prześcieradło, płaszczyzna, pamięć i...

czwartek, 2 sierpnia 2007

For back / back for?

Wszystko tak sobie jakoś zawsze wytłumaczę. Wróciłem więc i w tym przypadku do żywych. Wróciłem od tych, co więcej w duszy żyją, do tych co sie wiją po ulicach stolicy. Utwierdzam się z każdym dniem w przekonaniu o moim robaczym losie.

Częściej idę, niż spaceruję. Więcej czytam, nic nie piszę.

wtorek, 10 lipca 2007

Vitae?

To małe życie miało tak wielki sens. Widzę kilkumiesięczną Celinkę. Żyje.

Mojego Dziadka, Stanisława, ktoś kilka godzin temu zabrał do szpitala. Nieprzytomnego.

Dziadek Umiera.
I chcę wierzyć, że ma to dla Niego sens.

poniedziałek, 9 lipca 2007

Wizyta

Odwiedziłem z Robaczycą młodą rodzinę. Mają czterdzieści lat i cztery miesiące, więc niech trzymają się razem.

Czuliśmy spokój. Słyszeliśmy płacz nie podszyty doświadczeniem.
Zobaczyłem mleko, które ma niemowlę. Nie ma słów, które by uśpiły w nas te chwile.

Niech więc płacze rozniecona miłość. Beztrosko.

czwartek, 5 lipca 2007

Dzień przelicza się na godziny

A godziny na minuty...
Mam taką małą klawiaturę, że sprawia mi trud trafianie w szare klawisze. Robak to robak, myślę sobie i staram się kolejny dzień w fabryce sprostać wymaganiom szefa.
Jest trudno, ale się nie pocę. Stałocieplność nie pozwala mi uronić nawet jednej słonej kropli. Chociaż, kto wie, może pocę się do środka...To tłumaczyłoby (napiszę "by" razem, bo lepiej wygląda, a zasady pisowni nigdy nie poznałem) moje permanentne zmęczenie. Toksyczna woda pewnie zanieczyszcza mnie od czułek, po odwłok.

Wczoraj jednak okazało się, że o ile z potem mam pewne problemy, łzy ronię gęste i mokre.

środa, 4 lipca 2007

Wracam...


...i wrócić nie mogę. Nawet wczoraj wieczorem napoić mi się nie chciało, mimo usilnych namów na towarzyskie piwo. Straciłem na jakiś czas dostęp do internetu, a z radością i przede wszystkim, z Robaczycą, odnowiłbym chętnie wspomnienia z Festivalu.

Poległem więc dosyć szybko, na prawym boku. Na monitorze snuł się Pan Zemsta, pracował w fabryce, cierpiał, że nie może komuśtam oddać nerki. Dzisiaj dowiem się komu. Dzisiaj będzie jeszcze piękniej, a na razie zapalę robaczego silver kenta...

wtorek, 3 lipca 2007

Powrót...

Koncert Muse był przeżyciem, koncert Bjork - doświadczeniem. Do takiego wniosku doszliśmy z Robaczycą, zaraz po tym, jak wybrzmiały ostatnie uderzenia perkusji Marka Bella i tego drugiego, z tabletem jakby projektował go gość od dekoracji w Stargate.
Trzy dni ślizgaliśmy się w miałkim, lepkim błocie i mimo że dla robaków to euforyczna radocha, ja stresowałem się trochę, bo nie chciałem stracić buta.
Robaczyca nauczyła mnie kilku rzeczy, ale zobaczyłem też, że ma spiłowane zęby. Przeżyliśmy mroźne spanie w namiocie pod babcinym kocem tylko dzięki robaczej stałocieplności i zwinięciu się razem w miłosny kokonik.

Największe wrażenie, i trwonię robacze łzy:




czwartek, 28 czerwca 2007

Koniec sesji...

...i pierwszy raz w życiu robak nie będzie myślał całe wakacje o poprawkach. W sumie to zajebiście. I tak mi jakoś zeszło wszystko. I teraz nisko patrzę na wszystkich bo się dowartościowałem i uspokoiłem. A tak w ogóle to witajcie, przywitajcie się z Robakiem. Ze mną, co okruchów nie jada, mrówką taką połączoną z czymś owadziolatającym.

Teraz lecę do Gdyni, Bjork zobaczyć, i z ukochaną Robaczycą uronić łzę...ze szczęścia ;)